.

much
_love:

meg :*
zbik
nienonstop
pure pleasure
elo
igor
mallena

archive:



2011
may
april
march
february
january
2010
december
november
october
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2009
december
november
october
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2008
december
november
october
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2007
december
november
october
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2006
december
november
october
september
august
july
june
may
april
march
february
january
2005
december
november
october
september
august
july
june




10.August.19.56*Główna*Komentuj (0)



[Znów ją pocałował. Zamknęła oczy i ujrzała pod powiekami pajęczynę jaskrawych świateł na tle fosforyzującej czerni. Siatkę błyszczących, cieniutkich nici, błękitnych, turkusowych, czerwonych i różowych...]

Big luv.

Dawno nie było webcamów. Tym razem z mojego, jak powiedział M. panieńskiego pokoju.:)








Dostałam wielkie podobrazie i nowe pędzle. 140x70 cm szczęścia. Nawąchałam się terpentyny .








25.July.21.43*Główna*Komentuj (1)



Wakacje mają się świetnie. W tym roku upływają pod znakiem spacerów i mleka kokosowego/bananowego/migdałowego za dwa złote w kawiarni na Nawrockiego.
No i prawo jazdy robię i zjarałam sobie plecy na solarium i teraz cierpię.
Bawimy się.


























03.July.22.49*Główna*Komentuj (5)



Nigdy w życiu nie myślałam, że spędzę rozkoszny tydzień w miejscu, w którym wszyscy mają w nosie zagwarantowane mi konstytucyjnie prawa, budzą mnie o 8 rano ( w wakacje!!!???) i namiętnie wypytują o to gdzie i z kim wychodzę.
Od niedzieli jestem w domu i z pełną świadomością rozkoszuję się wszystkimi niedogodnościami mieszkania z rodzicami.
Śpię w moim ślicznym niebieskim pokoju, robią mi śniadanka, obiadki i kawki z ekspresu. Z ekspresu! Przez cały rok usilnie próbowałam przestawić się na rozpuszczalną. Oczywiście się nie udało. W akcie desperacji próbowałam filtrować przez ręcznik kuchenny sypaną (ziarenka mnie przerażają) ale poddałam się po drugim razie.
Chyba nie będę dobrą mamą. Nie potrafię tak dokładnie sprzątać, tak ładnie wyrastać kwiatków( mnie po sesji umarła bazylia), ani tak dokładnie prać. To niemożliwe ale moja rodzicielka wrzuciła wszystkie( dokładnie wszystkie) moje rzeczy do pralki i uwaga te czyste, wyprane przeze mnie zrobiły się czystsze. Okazuje się że pranie to nie tylko ustawienie temperatury w pralce i wsypanie proszku.Pranie też jest sztuką.
Zapytałam o to Em.Em powiedziała, że to dlatego , że ona wkłada w to miłość.
Magia.
Jutro kolejna paszportowa wycieczka. Tym razem okazało się że paszport został w Warszawie. A ja muszę w tym tygodniu złożyć podanie o wizę. Australia na mnie czeka. 27 pięknych dni. 26 godzin w samolocie. Przesiadka w Kopenhadze i Bangkoku.
Bosko. Muszę zorganizować sobie praktyki i czeka mnie kolejna wycieczka na wydział. Wojewódzki konserwator zabytków zgodził się mnie przyjąć. Tylko czy Xiądz zgodzi się na to żeby konserwator mnie przyjął. Zobaczymy zobaczymy. Jutro zdecydowanie nie będzie fajne. O.








22.June.13.24*Główna*Komentuj (15)



Jeszcze jeden egzamin. Jeszcze tylko środowa historia architektury i sesja za mną. Nigdy w życiu bardziej nie pragnęłam wakacji. Rozpaczliwe potrzebuję odpoczynku.
Wydział zaskakuje mnie każdego dnia. Okazało się, że ksiądz, który z natury jest niewyobrażalnie łagodny, wręcz głupiutki potrafi być najbardziej stanowczym prowadzącym na wydziale, nie przepisuje ocen z innych wydziałów, zadaje strasznie szczegołowe pytania i piątkowe podejście z historii sztuki zaliczył tylko mnie. 50 osób czeka na wrześniowy termin i błaga niebiosa o łaskę. Ja co prawda modliłam się o zaliczenie budownictwa w pierwszym podejściu a dostałam zaliczoną historię sztuki. I to tylko dlatego, że powiedziałam że chcę Van Gogha, którego kątem oka wypatrzyłam w egzaminacyjnych ilustracjach. Podałam jedną jedyną datę, którą znałam i to mnie uratowało. Drugiego obrazu w życiu nie widziałam na oczy i nawet po egzaminie nie byłam w stanie go zlokalizować, trzeci był El Greco, z którego wybrnęłam z wielkim trudem. Ksiądz kazał mi streścić pół jego życiorysu, podawać daty, miejsca i tytuły. Straszne, straszne. Koniec końców i tak miałam ogromne szczęście, że nie dostałam żadnego magicznego ukraińskiego fresku albo bizantyjskiego inicjalu jak ludzie przede mną.
Teraz czekają mnie trzy dni z renesansowymi willami miejskimi, barkokwymi kościołami , rzutami i przekrojami. Bosko.
Na poprawę humoru zaliczyłam długo wyczekiwany koncert Billy Talenta. Było orgazmicznie cudownie. Oczywiście wielkim plusem było to, że wokalista cały koncert śpiewał bez koszulki :D. Zapiłam ginem z tonikiem wszystkie stresy i po koncercie chciałam już tylko żeby cały zespół podpisał mi się na cyckach.










13.June.22.24*Główna*Komentuj (9)



To nie był dobry dzień. Niemniej jednak wracam do życia. Wyspana i najedzona zupełnie inaczej patrzę na świat. To wspaniałe mieć czas na to żeby zjeść śniadanie i się umalować. Wcześniej tego nie doceniałam. Zdecydowanie. Czekam na wyniki z budo i historii sztuki. Dzisiejszy egzamin był tragiczny. Nie tego się spodziewałam, nadal mam jednak nadzieję na zaliczenie. Będzie dobrze, będzie dobrze.